Macierzyństwo | Przemyślenia mamy

Czego nauczyło mnie macierzyństwo?

1 lipca 2018

Odkąd jestem mamą każdego dnia uczę się nowych rzeczy. Zauważam to, na co wcześniej nie zwracałam uwagi. Doceniam więcej, ale i więcej analizuję. Jestem przezorna, choć wiem, że czasem to bardzo zgubne. Ale te 6 rzeczy zdecydowanie się zmieniły odkąd jestem mamą.

1. Więcej doceniam

Każdą chwilę, minutę i sekundę. Tą, kiedy jestem z rodziną. Ale i tą kiedy mogę pobyć sama. Uwielbiam chwile, kiedy tulę się z córcią i razem zasypiamy. Ale doceniam również ten czas, kiedy mogę spotkać się ze znajomymi. Doceniam to, że jestem zdrowa. I ja i moja rodzina. Wiem, że zdrowie jest najważniejsze. Doceniam momenty, które pozornie wydają się trudne. Bo wiem, że wszystko nas czegoś uczy. I ze wszystkiego staram się wyciągać wnioski. Każdy gorszy dzień. I każdą nieprzespaną noc. Złość i szczęście. Traktuję je równoważnie, bo wiem, że są potrzebne. Doceniam to, że mogę zjeść w domu i to, że możemy wyjść do restauracji. Doceniam czas, kiedy możemy gdzieś razem pojechać. Doceniam to wszystko, na co wcześniej nawet nie zwracałam uwagi.

2. Jestem bardziej przezorna

Będąc dzieckiem totalnie nie myślisz o tym, co może Cię złego spotkać. Później przychodzi czas szkoły, studia i sytuacja wygląda podobnie. Przynajmniej tak było w moim przypadku. A teraz? No cóż. W tej dziedzinie stałam się specjalistką. Pomimo, że stosowałam BLW – ale z tyłu głowy miałam zakodowane, że może dojść do zadławienia. Pomimo, że pozwalałam wstawać, chodzić i biegać w swoim tempie, ale cały czas miałam przed oczami rozbitą głowę. Pomimo, że pozwalam na swobodną zabawę na dworze, brudzenie, skakanie po kałużach, nawet czołganie po chodniku, ale wracając do domu, myjemy ręce. Takie drobne rzeczy sprawiają, że jako matka czuje się pewniej. Jestem przezorna, widzę zagrożenia, ale nie znaczy to, że zamykam dziecko w szklanej kuli. Chcę, żeby poznawało świat, nawet zdzierało kolana, ale zawsze staram się zachować minimalne środki ostrożności.

3. Stałam się bardziej empatyczna

Z pewnością zauważyłyście, że często kreuję świat oczami dziecka. Owszem, ale czasem totalnie nie mogę odczytać sygnałów mojej własnej córki. Tak, pomimo, że jestem mamą, nie zawsze wiem o co chodzi mojemu dziecku. Ale staram się odnaleźć w jej sytuacji. Staram się spojrzeć na świat jej oczami. Kiedy płacze, nie próbuję jej uspokoić. Płaczę razem z nią. Kiedy się śmieje, robię to razem z nią. Śmiejemy się do rozpuku. Wiem, że każde jej „złe” zachowanie nie wynika z wychowania, jak często można usłyszeć. Wiem, że ona zachowuje się źle wtedy, kiedy nie mam dla niej odpowiednio dużo czasu. Widzę również, że potrafię postawić się w czyjejś sytuacji. Spojrzeć z drugiej strony. Mówią czasem, że przecież jak można tłumaczyć złe zachowanie. A ja mówię, że za złym zachowaniem zawsze coś się kryje. To nie jest tak, że mamy tylko czarne i białe. Paleta ma mnóstwo barw, a można je jeszcze ze sobą mieszać. To są nieodkryte kolory. Dlatego nie warto patrzeć z jednej strony. Są różne sytuacje w życiu.

4. Jestem lepiej zorganizowana

Na początku macierzyństwa, niestety tak nie było. Ale teraz, każdego dnia uczę się swojego dziecka. Uczę się życia na nowo. Potrafię czytać książkę i gotować z dzieckiem na rękach. Potrafię razem z córką sprzątać, bawić się, a przy okazji robić zakupy przez internet. Potrafię siedzieć w nocy i pić herbatę w samotności, bo w dzień brak czasu. Potrafię uczyć się rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Pytasz po co? Dla siebie. Bo lubię wiedzieć. Potrafię znaleźć coś, co wszyscy szukają i nigdzie tego nie ma. Potrafię naprawić zabawkę na taśmę klejącą. Listę zakupów mam zawsze zapisaną w głowie. W kilka minut z niczego robię obiad. Uwielbiam mieć porządek. Niestety, z niektórych rzeczy muszę zrezygnować. Kiedy mam wybór pomiędzy czasem z córką, a polerowaniem podłogi – wybieram to pierwsze. Nie wiem czy to dobry wybór – wiem, że mój. Jestem idealistką, ale nie jestem idealna. Wierzę, że dobra organizacja to zasługa kilku składowych.

5. Mniej potrzebuję

Chyba coś w tym jest. Nie skupiam się na posiadaniu, a bardziej na chwilach. Na przeżyciach. Tak naprawdę wszystkie rzeczy materialne prędzej czy później nie będą nam potrzebne albo zużyją się. Nie kupuję miliona niepotrzebnych i bezużytecznych rzeczy. Wolę to zainwestować w jakąś wycieczkę, wyjazd czy inną atrakcję. Lubię spędzać czas wspólnie z rodziną. Lubię, kiedy razem gdzieś jedziemy. Lubię spotkać się ze znajomymi. Myślę, że rzeczy, które posiadamy zapełniają nam czas tylko przejściowo. Coś wystarczy na dzień, dwa, a coś innego na rok, może pięć. Ale w pewnym momencie nie będzie już potrzebne. A przeżycia? Tego się nie zapomni. Każda chwila, wspólna chwila jest na wagę złota. Każdy dzień jest pełen niespodzianek. Co z tego, że założę kilka nowych bluzek na dzień. Czy to da szczęście? Mi z pewnością nie. Dlatego wolę co innego. To mój wybór. Każdy dzień daje nam tyle możliwości na odkrywanie nowych rzeczy. Trzeba tylko lepiej się przyjrzeć. I cieszyć się z drobnych rzeczy, dzięki którym możemy zbudować coś naprawdę wielkiego. Warto się tego uczyć od dzieci. One pięknie pokazują każdego dnia, jak powinniśmy żyć. Na własnych oczach widzę jak moja córka rośnie. I wiem, że nasze wspólne przeżycia, nasze chwile i momenty zostaną w pamięci na zawsze.

6. Więcej cierpliwości i konsekwencji

Zdecydowanie, jestem o wiele bardziej cierpliwa i konsekwentna. Jednego dnia tłumaczę, później kolejnego i następnego to samo, a efekty widzę dopiero po miesiącu. Wiem, że jest to bardzo mozolna praca, ale mimo wszystko przynosi efekty. Niestety są one bardzo mocno odwleczone w czasie. Wcześniej należałam do osób niecierpliwych i szybko rezygnujących. Teraz, zdecydowanie szala się odwróciła. Wolę wytłumaczyć córce, nawet kilka razy, a z czasem ona zrozumie. I wtedy mogę cieszyć się z efektów. Bo wiem, że zna związki przyczynowo-skutkowe. I nie będzie mówiła: -Nie mogę wyjść na jezdnię, bo mama będzie krzyczała; A zamiast tego: -Nie mogę wyjść na jezdnię, bo tam jeżdżą auta, a to jest niebezpieczne. Rozumiecie o czym mówię? Konsekwencja w przypadku dziecka naprawdę się opłaca. I chociaż niejednokrotnie masz ochotę pospieszyć sprawę, to wstrzymaj się przez chwilę. To na serio przyniesie efekty, tylko nie tak szybkie jak tego oczekujesz. W danym momencie może się wydawać, że to jest bez sensu, że nigdy nie osiągniesz zamierzonego celu, ale na dłuższą metę przekonasz się, że było warto.

W zasadzie macierzyństwo nauczyło mnie jeszcze wiele, wiele więcej. Jednak to, co wymieniłam wydaje mi się na ten moment najważniejsze. 

A Ciebie czego nauczyło macierzyństwo?