Macierzyństwo | Mama po godzinach | Przemyślenia mamy

List do Ciebie (Message in a Bottle)

17 czerwca 2018

Przyszedł ten dzień, w którym postanowiłam napisać bezpośrednio do Ciebie.

Ty piszesz czasem do mnie, czasem zadajesz mi pytania.

Innym razem chcesz się poradzić albo wspólnie rozwiązać jakiś problem.

Z pewnością też jesteś mamą lub oczekujesz swojego malucha.

Obie zastanawiamy się każdego dnia, co jest lepsze dla dziecka.

Jesteśmy stawiane przed trudnymi wyborami.

Wyborami, od których będzie zależała przyszłość naszych maluchów.

To jak urodziłaś, jak karmisz, co jesz nie ma dla mnie znaczenia.

Ważne jest, jakim jesteś człowiekiem.

I ja i Ty chcemy szczęścia naszych dzieci.

Niejednokrotnie stresujemy się czy dobrą drogę obieramy dla naszych pociech.

Bo ja też się zastanawiam czy dobrze robię, czy powinnam coś podać, jak ubrać dziecko, co mu kupić.

Tak. Ja też mam takie dylematy.

I absolutnie nie uważam, że jestem nieomylna.

Myślę, że zdarzają się sytuacje, w których się ze mną nie zgadzasz.

I dobrze.

Taka jest kolej rzeczy i to jest zupełnie naturalne.

Cieszę się, że masz swoje zdanie.

Dzięki temu zawsze możemy wymienić się spostrzeżeniami.

Możesz przedstawić mi swój punkt widzenia.

Może dzięki Tobie, ja zmienię zdanie.

Może spojrzę na wszystko z innej perspektywy.

Spokojnie, możesz do mnie napisać i wymienić swoje uwagi.

Tylko proszę, nie oczerniaj mnie przed innymi.

Jeśli z czymś się nie zgadzasz, rozumiem.

Ale uszanuj też moje zdanie.

Nie próbuję Cię przekonywać do swoich racji.

Obie jesteśmy dorosłe. Obie mamy dzieci.

Obie wiemy, jakie to czasem bywa cholernie trudne i wymagające.

Obie potrafimy jednego dnia śmiać się do rozpuku, a następnego chcemy wszystko rzucić w cholerę i wyjechać.

Obie czujemy, że możemy góry przenosić, a za chwilę padamy bez sił.

Obie chowamy się w łazience, z nadzieją, że nas nikt nie znajdzie.

Obie kochamy do utraty tchu.

Obie, każdego dnia mamy taki rollercoaster, że głowa mała.

Bo obie, pomimo, że jesteśmy mamami, jesteśmy też tylko ludźmi.

Jeśli jesteś ze mną już długo na blogu, pewnie Cię znam.

Czasem polubisz moje posty, czasem napiszesz komentarz lub wiadomość.

Jeśli jesteś krótko, daj się poznać.

Ja Cię bardzo chętnie wysłucham.

Uwierz mi, nawet jeśli napiszesz mi coś niezbyt miłego, dla mnie to bardzo cenna uwaga.

Przyjmuję na klatę i robię dalej swoje, ale dzięki Twojej uwadze może coś się zmieni?

Chętnie z Tobą porozmawiam, pomogę, wysłucham.

Ale pamiętaj, nie będę przepisywać leków, nie poradzę nic w kwestiach zdrowotnych.

Nie przysyłaj mi proszę zdjęć krost swojego dziecka.

W takim przypadku skontaktuj się z lekarzem.

Nie pytaj jakie leki masz podać.

Nie doradzę w kwestii witamin.

Mogę powiedzieć co u nas się sprawdzało, ale nie znaczy, że to samo zadziała u Was.

Znajdziesz u mnie kwestie, związane ze zdrowiem, ale to są tylko i wyłącznie moje doświadczenia.

Znajdziesz analizy obiadków i deserków, w mojej subiektywnej ocenie.

Pytasz mnie czy daję dziecku słodycze?

Tak. Bo żyjemy w takim świecie, że nie da się tego uniknąć.

To, że wspieram zdrowy tryb życia, to nie znaczy, że odcięłam się od wszystkich tych normalnych, codziennych spraw.

To, że w domu ich nie kupujemy, nie znaczy, że rzucam się niczym lwica, kiedy ktoś częstuje moje dziecko.

Sama czasem też mam ochotę na coś słodkiego.

Owszem, uznaję te rzeczy gotowane i pieczone w domu, ale niekoniecznie zawsze jest czas na przygotowanie.

Dlatego zdarza nam się zjeść coś „na mieście”.

Nie izoluję dziecka od bakterii. Pozwalam na swobodną zabawę.

Piach, błoto, kałuże, deszcz, słońce, plaża, zabawa ze zwierzętami. To wszystko nam niestraszne.

Ale pilnuję rytuału mycia rąk, bo wiem, że jest to bardzo ważne.

Uczyłam i uczę się o bakteriach i wiem, jak duży ma to wpływ na naszą barierę ochronną.

Dlatego uszanuj proszę moje zdanie, ja Twoje szanuję.

Nie doradzę w tym, w czym nie potrafię.

Ale pamiętaj, zawsze poklepię Cię po ramieniu i powiem:

Kochana, odwalasz kawał dobrej roboty!

 

Buziak

Twoja M.