Ciąża | Karmienie piersią

Trudne początki i wiara we własne siły – czyli jak to się stało, że karmię piersią dwulatka?

29 maja 2018

Karmienie piersią jest procesem, który naturalnie wynika z naszej fizjologii. Pomimo coraz większej świadomości zdarzają się sytuacje, gdzie brakuje wsparcia medycznego w karmieniu piersią. Ja muszę przyznać, że mimo wszystko miałam wiele szczęścia. Każda osoba, która stoi na naszej drodze ma bezpośredni wpływ na pomyślny proces laktacji. Brzmi śmiesznie? Może trochę, ale takie są fakty. Każdy lekarz, położna, znajomi, rodzina, dosłownie wszyscy mają wpływ czy proces laktacji zakończy się dla nas pomyślnie. Każdy komentarz w naszym kierunku, wzrok, gest, determinacja. Wszystko się liczy.

Ciąża

Nie wiedziałam na temat laktacji dosłownie nic. Nie chodziłam do szkoły rodzenia, w sumie sama nie wiem dlaczego. Chyba nie chciałam wiedzieć, jak to będzie. Owszem czytałam wiele artykułów. Czytałam książki, poradniki, ale wiecie jak to jest, tak samo jak z jazdą samochodem. Dopóki sama nie kierujesz, nie wiesz co Cię czeka. Przecież z książek możesz nauczyć się teorii, ale praktyka? No właśnie. Zarówno w jeździe autem jak również w macierzyństwie potrzebne jest doświadczenie. Tak samo jest z czytaniem poradników na temat macierzyństwa, dopóki nie masz dziecka. Nie znałam się na laktacji, nie rozumiałam naszej fizjologii. Nie miałam znajomej mamy, która karmiła piersią, więc nie miał mnie kto pokierować. Do mojej wyprawki zakupiłam butelkę, bo było to dla mnie oczywiste. Dziecko je z butelki. Wszędzie wokół widziałam noworodki, niemowlęta karmione butelką.

Coraz bliżej poród

I obawy, a oprócz nich hormony, które podpowiadały coś zupełnie innego. Taki wewnętrzny głos, który kazał iść inną drogą. Jechaliśmy samochodem z mężem, jakieś dwa tygodnie przed porodem i mówię do niego:

Słuchaj, a może my żadnego mleka nie będziemy kupować. Czytałam, że wiele dziewczyn karmi piersią. I to jest fajne. Słuchaj, to jest mega fajne. No znasz kogoś kto karmił piersią? Ja nie znam. Ja tak chcę! Przynajmniej spróbuję.

Jasne. Skoro tak mówisz, pewnie masz rację.

Wiecie o co chodzi? O ten wewnętrzny głos, który czasem coś podpowiada. O intuicję, dzięki której wiemy jaką drogą mamy iść. Tego dnia już wiedziałam, że chcę karmić piersią, pomimo wcześniejszych wątpliwości. Bo wiecie, niektóre rzeczy przychodzą później. Niespodziewanie. Coś, co wydaje się niewykonalne, nagle zaczyna dojrzewać w głowie.

Urodziło się szczęście

Moje szczęście. Niestety poród był na tyle trudny, że nie było możliwości przytulić się „skóra do skóry”. Nie wiedziałam wtedy co się dzieje, zabrali mi dziecko i niestety nie było tego pierwszego, ważnego przystawienia. Myślałam, że tak ma być. Tak musiało być. Mijały minuty, a później godziny. Byłam już na sali i czekałam, wciąż czekałam, a dziecka nie było. Po dwóch, może trzech godzinach położne przywiozły dzidziusia i kazały przystawiać. Matce, która była nią pierwszy raz i nie miała pojęcia jak to zrobić. Mimo wszystko moje dziecko załapało. I tak zasnęłyśmy przytulone i wymęczone tym dniem.

Kolejne dni

I nieszczęsna żółtaczka fizjologiczna. Niestety nie było już tak łatwo. Dziecko zabierane na kilkanaście godzin, nie przynoszone na karmienie, a więc same możecie się domyślać. Było coraz trudniej. A ja dostałam szpitalny laktator. I tak minęło kolejnych kilka dni. Oczywiście dokarmianie mlekiem modyfikowanym. Nie dlatego, że chciałam, tylko dlatego, że nie wiedziałam, że można inaczej.

Powrót do domu

Coraz trudniej. Problemy z przystawieniem, popękane brodawki, problemy z laktacją, nawracające nawały. Przyplątało się zapalenie piersi. Gorączka, antybiotyk, zresztą ta z Was, której się przytrafiło to ustrojstwo z pewnością wie, o czym mówię. W mojej okolicy praktycznie brak doradztwa laktacyjnego. Położne każą odciągać i dokarmiać swoim mlekiem. Dziecko nie przybiera na wadze. Ja coraz bardziej zdesperowana, coraz bardziej nie wiedziałam co robić. I ten ból, ciągły i przeszywający:

Czy to się, u licha nie skończy– myślałam wieczorami.

I czytałam blogi, fora, zapisałam się do kilku grup. I wiecie co? Gdyby nie to, pewnie już dawno bym się poddała. Nie wypowiadałam się i nie komentowałam. Czytałam Wasze historie. Czytałam i uczyłam się. Wiedziałam, że nie jestem w tym sama. Wiedziałam, że inne kobiety też mają takie problemy. Dzięki temu zrozumiałam, że to nie jest problem ze mną, tylk0 problem z opieką poporodową. Nikt mnie nie edukował. Wcześniej nie wiedziałam, jak ważne dla rozwoju dziecka jest mleko matki. Nie miałam o tym pojęcia. Nie znałam się na tym, nikt mi o tym nie powiedział. Do wszystkiego doszłam sama. Z każdym dniem na nowo zaczęłam odkrywać uroki macierzyństwa, z karmieniem piersią w tle.

Skoki rozwojowe

Kolejne dni mijały, aż nagle niespodziewane zrywy od piersi. Znowu nie wiedziałam co się dzieje. Czy coś ze mną jest nie tak? Czy to moja wina, że nie potrafię nakarmić swojego dziecka? Nie umiałam sama odpowiedzieć na pytanie. Wiecie kto był wtedy największym moim wsparciem? Mąż. On nie zwątpił. Wspierał w moich decyzjach i wierzył w ich słuszność. Skoki rozwojowe były przeplatanką zrywów i leżenia 24/dobę przy piersi. To było nieoczekiwane, nie wiedziałam co danego dnia się wydarzy, a każdy dzień był dla mnie niespodzianką. I wtedy tak sobie powiedziałam:

Będę karmić do tego 6 miesiąca, jak zaleca Światowa Organizacja Zdrowia, a później pass.

Nieoczekiwane

Odstawić takie maleństwo? Jak my przeżyjemy ząbkowanie, choroby i bolączki dnia codziennego. To się nie uda. Przyjdzie roczek i wtedy…  I wiecie co znowu sobie pomyślałam, że będę kontynuować do ukończenia drugiego roku życia, oczywiście przy jednoczesnym wprowadzaniu pokarmów stałych. Dokładnie tak jak zaleca WHO. Udało się. Minęły dwa lata, póki co karmimy się dalej. Autorytety medyczne nie wskazują, do kiedy można karmić piersią. Teraz o tym nie myślę. Nie wyobrażam sobie inaczej.

Opinie

Pomimo, że większość osób jest nastawiona pozytywnie, spotykam się z opiniami czemu tak długo? Nie zastanawiam się teraz nad tym, najzwyczajniej w świecie jest to dla mnie fizjologiczną normą. Obie czujemy taką potrzebę. Mamy taką możliwość, choć różne sytuacje stawały na drodze. Ale jakoś się udało. Zanim miałam dziecko, nie miałam jeszcze wiedzy na temat mleka, laktacji i fizjologii. Teraz też mam niewiele, ale z pewnością nauczona własnymi doświadczeniami, wiem, że jak się czegoś bardzo chce to można. Bardzo ważne jest wsparcie najbliższych. Tak jak pisałam, ja miałam to szczęście, że ktoś we mnie wierzył i wspierał. Ale ja sama też szukałam rozwiązań. Będąc w ciąży, kiedy słyszałam, że ktoś karmi dziecko tak długo, wydawało mi się to dziwne. Wręcz nienaturalne. Ot, taki paradoks, to co było naturalne wydawało mi się dziwne i odwrotnie. Teraz, będąc mamą i karmiąc piersią ponad dwa lata, widzę, że nie jestem sama. Jest nas wiele, jest to normalne i naturalne. Kilka razy pytano mnie jak ja wytrzymuję? Czy jestem więźniem? Otóż, jakoś wytrzymuję, nie jestem męczennicą. Czasem mam dość, ale która z nas nie ma? Jestem pewna, że mamy karmiące piersią i te butelką mają tak samo. Myślę, że sposób karmienia nie wpływa na postrzeganie świata i nie powinien go dzielić.

Ale przyznam Wam się szczerze, że uwielbiam… no wiecie, ten moment, chwila przerwy, wzrok skierowany na mnie, mimo buzi pełnej mleka… i uśmiech, ten słodki uśmiech, którego nic nie zastąpi. I wtedy wiem, że podjęłam słuszną decyzję.

A Wy mamusie? Ile Wam się udało karmić? Miałyście wsparcie położnych, rodzin, a może konsultacje z CDL?

 

Źródła:

Żywienie niemowląt i małych dzieci. Zasady postępowania w żywieniu zbiorowym. IMID, Warszawa, grudzień 2014;

https://www.gov.pl/zdrowie/karmienie-piersia.