Dziecko | Macierzyństwo | Przemyślenia mamy

Czujesz czasem lęk przed własnym dzieckiem? Ja tak miałam

13 kwietnia 2018

Macierzyństwo zawsze kojarzyło mi się z pozytywnymi uczuciami. Z pięknem, dobrem, miłością i radością.

Taki polukrowany, słodki obrazek. Zadbana mama, ze świeżo zrobionymi paznokciami, piękną fryzurą, oczywiście umalowana i nienagannie ubrana. Ta mama musi mieć koniecznie świetną figurę dzień po urodzeniu dziecka i ze wszystkim radzi sobie sama. Nie dość, że dziecko jest lśniące i pachnące, to ona jeszcze zdąży zrobić eko obiad, podany na bambusowych talerzach. Brak u niej w domu miejsca na rzeczy z dyskontu, wszystko jest świeże, kupione od pewnych dostawców, no normalnie piękne i idealne. Dziecko rozwija się według schematów i nie sprawia żadnych problemów. Odłożone do łóżeczka zasypia niczym głaz, a o tym, że się obudziło przypomina elektroniczna niania. Mama ma czas na własne rozrywki i przyjemności, nie narzeka, bo niby na co? A na Instagramie jest zawsze uśmiechnięta od ucha do ucha.

Niestety, zderzenie z rzeczywistością ma czasem nieco inne odbicie. Wiele z nas nastawione na ten polukrowany obrazek, nie radzi sobie z rzeczywistością. No bo przecież jak ona z dzieckiem ma wszystko ogarnięte, a ja ledwo do toalety mogę wyjść.

Jak to jest możliwe?

I w tych ekstremalnie pięknych uczuciach pojawiło się u mnie coś bardzo dziwnego. Coś, czego bym się nie spodziewała. Uczucie, o którym nikt mi wcześniej nie wspominał. Nie przeczytałam o nim na żadnym blogu. Każdy dzień potęgował je u mnie, ale wciąż się oszukiwałam, że przecież to niemożliwe. Że przecież w macierzyństwie nie ma miejsca na lęk – lęk przed własnym dzieckiem.

I może to brzmi bardzo dziwnie.

Sama pewnie bym się zdziwiła, gdybym przeczytała takie coś zanim zostałam mamą. Bo w istniejącej wszechobecnej cudowności, między koronkowymi body, a kocykami minky, nawet na taki wpis nie zwróciłabym uwagi. Przecież to wszystko jest takie błękitne i różowe, puchowe i miłe w dotyku, tkaniny pachną niemowlakiem, a Ty wierzysz, że to jest rzeczywistość. I pomimo ogromu pozytywnych uczuć, nie chciałam, a czułam ten lęk. Przeszywał mnie każdego dnia i wieczoru. Szczególnie wieczorami. Trudno go opisać, bo to taki lęk znikąd. Nieokreślony. Nie umiałam sprecyzować dlaczego on się pojawia.

Zaczęło się w domu. Bałam się płaczu. Tego, że ona, taka maleńka zapłacze, a ja nie będę jej potrafiła pomóc.

Bałam się jak spała, bo wydawało mi się, że śpi za długo. Nie wiedziałam czy już pora na jedzenie czy jeszcze.

Bałam się jak nie spała. Nie wiedziałam jak ją zabawić. Czy jej się nudzi. Czy jej się podoba, co do niej mówię. Czy nie wyjdę na głupią przed tym swoim dzieckiem. A tak bardzo chciałam zrobić dobre wrażenie.

Bałam się zmiany pieluchy. Czy jej nie połamię. Ona taka maleńka. A jak niefortunnie jej zrobię krzywdę.

Bałam się noszenia. Czy dobrze ją trzymam. Czy aby na pewno nie robię nic złego.

Bałam się leżenia. Czy jej nie przygniotę. Czy ona się nie zadusi, leżąc obok mnie.

Bałam się ludzi. Tak. Bałam się oceny innych na temat jaką jestem mamą. Bałam się uwag w moim kierunku. Chciałam dobrze, ale nie wiedziałam jak jest dobrze. Bo tego nikt Cie wcześniej nie uczy.

Bałam się kupy. Dosłownie, każda kupa była wielką zagadką. Szukałam zdjęć i opisów, bo uwierzcie kupa to wyznacznik naszego macierzyńskiego samopoczucia. Kiedy dziecko jeszcze nie mówi, tylko w ten sposób możemy rozpoznać jego stan zdrowia.

Bałam się karmić piersią. Nie sądziłam, że piersi są w stanie produkować mleko według potrzeb dziecka. Bałam się, ale wierzyłam, że dam radę.

Bałam się nocy. Tego, że kiedy usnę, stanie się coś złego. Miałam potrzebę czuwania.

Bałam się kąpieli. Przecież tyle się słyszy jak dziecko zachłysnęło się wodą.

Bałam się sapki. O rety, jej to się bałam. To charczenie doprowadzało mnie do szału. Wciąż miałam wrażenie, że nie oddycha tak jak powinna.

Bałam się odpowiedzialności. Zaprawdę mówię Wam, bałam się jej, bo to jest zupełnie inna odpowiedzialność niż studia, mąż czy praca. To jest odpowiedzialność za drugą osobę. Wiesz, że bez Ciebie ta osoba nie będzie funkcjonować. Wiesz, że jej życie zależy od Ciebie.

I dzisiaj sama przed sobą przyznaję się do tego jak bardzo się bałam. Każdy dzień uczy mnie na nowo życia. Życia bez strachu. Bo już teraz wiem, że strach będzie towarzyszył w macierzyństwie przez cały czas. Ale z czasem zmienia się jego oblicze. Przychodzi moment, że boisz się choroby, a później pewnie będą inne zagwostki. Może problemy w szkole czy z chłopakiem. Może przyjdzie do Ciebie i powie jak bardzo się zawiodła na ludziach, a Ty będziesz ją wspierać przez cały czas. I będziesz przy niej mimo wszystko. Może uznasz, że nie puścisz jej na tą dyskotekę, właśnie ze strachu, bo jest za młoda.

A więc pomimo tych cudownych uczuć, tej miłości, która przepełnia Twoje serce. Czasem jest lęk. I może to wcale nie jest lęk przed własnym dzieckiem, a o własne dziecko. Ale towarzyszy już każdego dnia. Tylko zmienia swój charakter. Tak jak Ty. Bo pod wpływem dziecka też zmieniasz swój charakter, nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy. A ono rośnie przy Tobie i każdego dnia uczysz się życia na nowo, życia pełnego radości i szczęścia, a przy boku Twój skarb. Ten mały skarb pewnego dnia zrozumie wszystko. Zrozumie Twój strach. Ale nie przyzna się do tego. Tylko uśmiechnie się i powie kocham Cię Mamo 🙂