Choroby | Dziecko

Pierwsze symptomy bardzo mylące… a więc jak rozpoznać utajone zapalenie płuc u dziecka?

23 stycznia 2018

Wszystko zaczęło się niewinnie. A więc standardowo lekkie osłabienie, trochę katarku, stan podgorączkowy. Jeszcze wtedy nic nie zapowiadało tego, co ma się wydarzyć.

Nie każde przeziębienie to ciężka choroba i nie każda ciężka choroba daje typowe objawy. Szczególnie trudne jest odróżnienie w przypadku małego dziecka. Nie umie ono powiedzieć co mu dokładnie dolega, a jedynie możemy się domyślać po obserwacji i zachowaniu.

Czwartek

Widziałam, że coś ją rozkłada. Była już taka słabsza, nie chciała się bawić i nic nie chciała jeść. Generalnie najchętniej przeleżałaby cały dzień przy piersi. Nie chciała wstawać. Nawet ulubione placuszki jej nie smakowały. A więc podałam podwójną dawkę witaminy C. Zrobiłam herbatkę z malinami i liczyłam na to, że na drugi dzień będzie lepiej…

Jednak mimo wszystko noc była bardzo niespokojna, doszedł stan podgorączkowy. W dodatku od 1:00 do 6:00 chciała mieć włączone światło. Widziałam, że jest jakaś niespokojna, ale nie było żadnych innych objawów.

Piątek

Wstała, po raptem 3h snu. Temperatury nie było. Miała zapchany nosek. Nie mogła oddychać. A więc szybciutko zakropiłam i odciągnęłam, tak jak zwykle podczas katarku. Jednak słyszałam cały czas farfolenie przez nos. Doszło pokasływanie. A więc czym prędzej pobiegłam do lekarza, tak na wszelki wypadek, żeby na weekend mieć leki do podania. Poza tym pomyślałam, że będę się pewniej czuła, jeśli zostanie osłuchana. Dostała leki. Tego dnia była marudna i nadal zerowy apetyt. To mnie najbardziej niepokoiło, bo mimo wszystko moje dziecko jeść lubi. W nocy już kaszel był coraz większy. Ale jakoś w miarę udało się przespać.

Sobota

Mała, blada twarz wstała z rana. Snuła się jak cień po domu. Pokasływała. Nie jakoś strasznie, ale jednak bardziej niż dzień wcześniej. Popołudniowa drzemka była momentem kulminacyjnym. Wstała po niej i zaczęła strasznie kasłać, wymiotować, kasłać i wymiotować. Wystraszyliśmy się. Pojechaliśmy na pomoc doraźną. W końcu u dziecka choroba może rozwinąć się bardzo szybko. Jednak na miejscu lekarka ją zbadała i uspokoiła nas, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wszystko przejdzie. No stress.

Niedziela

Kaszel był coraz gorszy, wciąż suchy i nieprzyjemny. Widziałam, że się męczy. Nie miała ochoty wariować i jeść. Sytuacja z soboty powtórzyła się. Mianowicie po popołudniowej drzemce, znowu duszności i wymioty. Coraz bardziej mnie to niepokoiło. Znowu pojechaliśmy na doraźną. Tym razem inna lekarka. I tym razem nic się nie zmieniło. Wydzielina spływa gardłem i dziecko drapie. A więc ten kaszel jest całkiem normalny. No przecież to pierwsze dziecko i dlatego tak przeżywamy… Wiadomo…

Poniedziałek

Chyba faktycznie odrobinę lepiej. Nadal brak apetytu, ale ten kaszel jakby mniejszy. Ja już troszkę spokojniejsza, ale nadal jakoś nie mogłam spać w nocy, bo czuwałam. A w nocy ciężko oddychała. Ale kaszlu faktycznie było zdecydowanie mniej. Już tylko myślałam, że będzie lepiej. Ale wewnątrz coś mnie niepokoiło. Ale może to ten brak snu…

Od wieczora aż przez noc kaszel był okropny. Dlatego spała główką prawie pionowo, trzymałam ją całą noc, żeby mogła się przespać.

Wtorek

Nasza lekarka nie przyjmowała, bo była na dzieciach zdrowych. Ale poszłam z nią na kontrolę do innej, tak dla pewności, bo ten kaszel był zdecydowanie za długo. Tym bardziej, że zawsze po 2, 3 dniach znacznie się zmniejszał. A teraz nie. Teraz z dnia na dzień było gorzej. Poszłam na osłuchanie. Oskrzela, płuca czyste, gardło czerwone. A więc pewnie ta nieszczęsna wydzielina ją drapie i dlatego ten okropny kaszel. Pani doktor powiedziała, żeby przyjść na drugi dzień na kontrolę do swojej lekarki. Ale to pierwsze dziecko, dlatego pewnie zbyt emocjonalnie podchodzę do sprawy.

Popołudnie. Drzemka. Super. Bez kaszlu. Tak sobie pomyślałam, że pięknie śpi i miałam nadzieję, że będzie lepiej. Obudziła się. Oczywiście nie była zbyt zadowolona. A wręcz wyglądała jakby miała dreszcze, zmierzyłam temperaturę, ale była w normie. I zaczęło się. Straszny kaszel. Ale dosłownie straszny. Wymioty flegmą, okropne wymioty. I ten kaszel przerażający. Wyglądała, jakby nie mogła złapać tchu. Nie wiedzieliśmy co robić, leciała przez ręce, dosłownie. Wzięłam telefon i chciałam dzwonić na pogotowie. Ale mój mąż powiedział, że to za długo, że szybciej sami dojedziemy. Tak też w przeciągu raptem kilku minut wyskoczyliśmy z domu, z opatulonym dzieckiem. Nie jechaliśmy na doraźną, pojechaliśmy prosto do szpitala. Całą drogę się dusiła. Była bardzo blada i płakała. Płakała i wymiotowała. Trzymała mnie za rączkę, tak mocno trzymała. Widziałam, że się boi. Ja też się bałam.

Wbiegliśmy na izbę przyjęć. Od razu nas przyjęto. Miała zrobione badania, lekarka ją osłuchała, od razu RTG klatki piersiowej. Osłuchowo bez specjalnych zmian. Kasłała cały czas. I ciężko oddychała. Zostałyśmy przyjęte do szpitala, dosłownie w kilka minut. Dostała dożylnie 2 strzykawki sterydu. I kroplówkę z elektrolitami. Za kilka minut inhalację. Po jakiejś godzinie moje dziecko odzyskało siły. Wróciła do siebie. Była przerażona i wystraszona po tym co się stało, ale przestała kasłać. I zjadła bułkę. Pierwszy raz od kilku dni sama coś zjadła. Jeszcze nie wiedzieliśmy co jej dolegało. Ale były podejrzenia.

Następnego dnia były już wyniki ze zdjęcia RTG. Utajone zapalenie płuc. Tak. Takie choroby są. I jak można było to przegapić? Jak czterech lekarzy mogło ją badać i tego nie zauważyć? Zastanawiam się do teraz, pomimo, że już wyszłyśmy ze szpitala i jest dobrze. Ja wciąż się zastanawiam jak mogło się stać coś takiego, że żaden lekarz nawet nie podejrzewał, że może być coś nie tak z płucami? Jak rozpoznać utajone zapalenie płuc u dziecka? Nie mam pojęcia, jak to się stało, że musiało dojść do takich duszności, żeby wyłapać zapalenie płuc.

Ale wiem jedno. Teraz każdy najdrobniejszy katar czy kaszel będzie dla mnie sygnałem, że nie wolno go lekceważyć. Na każdy najmniejszy katar czy kaszel będę drżała. Bo mam wciąż ten obraz. Ten obraz, kiedy moje dziecko nie mogło złapać oddechu…