Choroby | Dziecko

Noc z przejściami, czyli co robić kiedy dziecko ma stridor krtaniowy

3 grudnia 2017

Sobota zapowiała się całkiem fajnie. Rano córcia wyszła z tatą na sanki. Nie było zbyt dużo śniegu, ale tata obiecał, więc nie ma zmiłuj 😉 Córcia miała delikatny katarek, ale podaliśmy jak zwykle witaminy, płukaliśmy i odciągaliśmy według potrzeb. Zresztą cały dzień była radosna i szczęśliwa. Nic nie zapowiadało sytuacji, która miała mieć miejsce kilka godzin później.

Wieczorem radośnie bawiła się z tatą narzędziami. Nie wiem czy to nie dziwne, ale ona o wiele bardziej lubi klucze, śrubokręty, wiertarki i wkrętarki niż swoje zabawki. Generalnie nie mam nic przeciwko takiej zabawie, bo przynajmniej mam czas dla siebie. Zresztą ja nie o tym.

Zjadła kolację, kąpiel, standardowo odciągnięcie katarku przed snem i uśpiła się. Dość wcześniej, bo około 19.30. Pomyślałam wtedy, dla mnie lepiej. Więcej czasu na ogarnięcie „swoich spraw”. Jednak sen nie potrwał długo. Obudził ją kaszel niedługo przed 21.00. Kaszel był przerażający. Pomyślałam wtedy, że przecież miała już raz czy dwa kaszelek i pewnie zaraz przejdzie. Że się przyksztusiła śliną, bo ząbkuje. A przecież tak bywa.

Ale nie. To był inny kaszel. Ona się zaczęła dusić. Miała zamknięte oczy, bo jeszcze spała, a ja ją szybko wzięłam na ręce. Otworzyła oczy i nie mogła oddychać. Bylam przerażona. Moje dziecko nie mogło złapać tchu. Odruchowo otworzyłam okno, a mąż klepnął ją w plecy. Odkrztusiła i zwymiotowała flegmę. Dwukrotnie. Złapała odrobinę tlenu jak ryba. Miała czerwoną twarz i zaczęła płakać z przerażenia. A ja z nią. Tak bardzo się bałam…

Szybka decyzja. Jedziemy na pomoc doraźną, musi zobaczyć ją lekarz. Ona była nieco w szoku, ale się uspokoiła. Ubrałam ją szybko. Powiedziałam tylko, że jedziemy do pani doktor, bo rodzice się martwią.

Pani doktor Cię zbada tylko… 

Widziałam lekkie zniesmaczenie. Ale i tak dość godnie przyjęła tą wiadomość. Pojechaliśmy. W aucie wszystko się uspokoiło. Tylko jej głos był taki dziwny, jakby piskliwy. Tak, mówiła jak mały pisklak. Dojechaliśmy na miejsce i praktycznie od razu nas przyjęto (plus pomocy doraźnej – zostajesz przyjęty od ręki). Pani doktor zbadała córcię bardzo skrupulatnie i dokładnie. Przeprowadziła wywiad z nami i diagnoza to: dziecko ma stridor krtaniowy. Przypadłość spotykana niezwykle często. Szczególnie u niemowląt i małych dzieci. Szczerze mówiąc wcześniej nie słyszałam o czymś podobnym. Ale ta nazwa może być myląca. To jest zwyczajowo nazywany stan zapalny, który powoduje obrzęk krtani.

Czym jest ten stridor?

Z tego, co powiedziała lekarka stridor krtaniowy spotyka zarówno dzieci jak i dorosłych. Jednak u dzieci stan ten jest o wiele bardziej niebezpieczny. Przede wszystkim ze względu na inne ułożenie krtani w gardle. Dziecko pod krtanią ma wiele luźno ułożonych błon, które łatwo ulegają obrzękowi. Kiedy taki obrzęk ma miejsce, dziecko zaczyna kasłać, może się dusić. Stan ten jest o tyle niebezpieczny, że w skrajnych przypadkach, dziecko musi być intubowane. Lekarka natomiast powiedziała, że zdarza się równie często, że trzeba natychmiast podać steryd w zastrzyku, żeby zmniejszył się obrzęk.

Co robić w przypadku ataku kaszlu?

Przede wszystkim natychmiast otworzyć okno lub zaprowadzić dziecko do kuchni i otworzyć lodówkę. Też się zdziwiłam, ale lekarka powiedziała, że jest to pierwsza pomoc w przypadku obrzęku krtani. Zimne powietrze sprawi, że łatwiej będzie się oddychało. Również dowiedziałam się, że lepiej dziecko ubrać w ciepłe dresy i nawet otworzyć okno w nocy. Dzięki temu będzie łatwiej oddychać i obrzęk nie będzie się powiększał.

Jak rozpoznać stridor krtaniowy u dziecka?

Tego stanu nie da się pomylić z niczym innym. Ponieważ moje dziecko bie chorowało zbyt często, a wręcz bardzo rzadko, nie byłam zaznajomiona z tematem. Charakterystyczne dla stridoru krtaniowego jest to, że dziecko nie musi wykazywać żadnych objawów choroby. Ewentualnie może mieć katar, który przecież zdarza się nagminnie w sezonie jesienno-zimowym. Poza tym najczęściej nie dzieje się nic niepokojącego. Choroba zazwyczaj objawia się nocą. Niestety. To jest cały problem. Nocą dziecko jest rozgrzane i może dostać ataku kaszlu. Kaszel może spowodować duszności i wymioty. Szczególnie u małego dziecka, które nie potrafi jeszcze odpluć widzieliny.

Czy da się temu zapobiec?

Z tego co wiem, ważne jest wzmacnianie odporności. Jednak jest to głównie choroba wirusowa. A więc każde dziecko może dostać ataku. Aby zapobiegać należy przede wszystkim wietrzyć i spać w temperaturze nie wyższej niż 20 stopni. My przed snem wierzyliśmy pokój, jednak włączyłam grzejnik. Pani doktor powiedziała, że już w przypadku kataru grzejnik nie powienien być włączany. Należy zapewnić takie warunki, aby dziecku oddychało się jak najlepiej. Dobry będzie też nawilżacz powietrza, jeśli macie w domu niską wilgotność.

Zalecenia do domu

1. Utrzymanie temperatury na poziomie 18-20 stopni;

2. W przypadku ataku zaprowadzenie dziecka do otwartej lodówki;

3. Leki w zasadzie dostaliśmy tylko do inhalacji, ewentualnie zalecenie psikania czymś łagodzącym ból gardła i syrop na suchy kaszel;

4. W przypadku silnego ataku nocnego mieliśmy przyjechać na pomoc doraźną w celu zastrzyku.

To główne zalecenia. Od razu jak wróciliśmy, zrobiliśmy inhalację. Dalsza część nocy przebiegała bez większych emocji. Poza jednym incydentem kaszlowym ok. 1.00. Otworzyliśmy okno, kaszel przeszedł, a resztę nocy przespaliśmy spokojnie. Dziś od rana już brak kaszlu. Robimy jedynie inhalacje.

Może wieczorna wizyta u lekarza nie była konieczna. Jednak tak bardzo się wystraszyliśmy, że w danym momencie nie myśleliśmy o niczym innym. Tylko, żeby jej przeszło. Gdyby sytuacja się powtórzyła to z pewnością postąpiłabym tak samo. Najważniejsze przecież jest zdrowie dziecka.