Choroby | Dziecko | Okiem specjalisty | Pielęgnacja

Jak dbać o odporność u dziecka?

27 listopada 2017

Kiedy na zewnątrz coraz chłodniej, aż nie chce się wychodzić ze swojej skorupki. Chyba wiecie to doskonale, że zdecydowanie przyjemniej byłoby zamknąć się z ciepłą herbatką w domu, przykryć kocem i tak przezimować ten czas. Tylko czy dzięki temu faktycznie zapewnimy naszemu organizmowi optymalne warunki? Czy będziemy zdrowsi, jeśli zamkniemy się z dziećmi w domu i będziemy wzajemnie się dogrzewać? Czy nasz układ odpornościowy będzie potrafił poradzić sobie z najmniejszą infekcją?

Otóż, okazuje się, że niekoniecznie. Zachowując się w powyższy sposób, pomożemy jedynie bakteriom namnażać się i dokuczać nam jeszcze bardziej. Sprawimy, że będą one miały pole do popisu. Dostarczymy im idealnych warunków do przezimowania razem z nami.

Wirusy i bakterie to takie małe istoty, które nie tyle chcą nam uprzykrzyć życie, co zwyczajnie chcą przetrwać. One też chcą przeżyć. A, że bytowanie w naszym organizmie daje im do tego idealną możliwość, po prostu z tego korzystają. No bo kto by nie skorzystał z ciepłego, miłego lokum (nasz organizm), w którym dodatkowo dbają o nakarmienie (np. cukrem)? Czy nie byłoby dziwne, gdyby te małe istoty zrezygnowały i odeszły, jeśli mają wszystko czego potrzebują?

Dlatego jak myślicie, co jest ważne podczas dbania o odporność? Czy w ogóle istnieje coś takiego jak hartowanie? Czy to ma sens? Czy da się nie chorować? Jak dbać o odporność u dziecka?

Pewnie pomyślicie, dużo pytań, a mało odpowiedzi. Ja Wam powiem na naszym przykładzie, jak nauczyliśmy się dbać o odporność.

Jemy zdrowo

W codziennej diecie staram się dostarczać dziecku dużo owoców i warzyw. Ostatnio bardzo lubimy gotować na parze, ale zdarza nam się również piec. Warzywa jemy w przeróżnej postaci. Chociażby frytki, ale niekoniecznie z ziemniaków. W naszym repertuarze są także frytki z batata, z marchewki czy z buraka. Czyli warzywa w zupełnie innej odsłonie. A wszystko dodatkowo jest zdrowe. Na przekąskę zamiast batonika, ostatnio często jemy jabłka i mandarynki. Czasem pijemy sok z cytryny, nawet na czczo. Oprócz zawartości witaminy C, reguluje również pracę jelit i stabilizuje florę bakteryjną.

Pijemy

Nie alkohol 🙂 Pijemy dużo wody, nawadniamy odpowiednio organizm, przynajmniej się staramy. Wiadomo, w czasie jesienno-zimowym jest nieco trudniej o odpowiednie nawodnienie, ponieważ nasz organzim nie upomina się tak często o wodę i możemy o tym zapominać. Jednak mimo wszystko staramy się nawadniać. Herbata jest dobra, ale niekoniecznie do nawadniania organizmu. Herbata bardziej na ciepło z cytrynką i imbirem lub malinami, lub miodem w przypadku potrzeby dogrzania 😉

Łykamy witaminę D

Moje dziecko chyba od początku dostaje witaminkę D, teraz ma nieco większą dawkę. Natomiast o witaminie D dla dorosłych więcej znajdziecie TUTAJ.

i kwasy Omega-3

Staramy się spożywać tłuste ryby morskie. Jednak dla prawidłowego działania powinno się je spożywać około 2, 3 razy w tygodniu. Nie zawsze to się nam udaje, dlatego podaję dziecku kwasy Omega-3 w formie kapsułki. Podaję je tylko w okresie jesienno-zimowym.

Wietrzymy

Wietrzymy mieszkanie dwa razy dziennie. Po przebudzeniu i przed pójściem spać. Wietrzymy pomimo pogody. Wietrzymy również jak jest zimno i jak pada deszcz. Temperatura, którą staramy się utrzymywać to ok 20-21 stopni. Dawniej wydawało mi się to niedorzeczne, bo wciąż mi było zimno. Teraz ciągle jest mi ciepło. I mojemu dziecku też 🙂

Biegamy bez skarpet

No powiem Wam, że ja akurat jestem skarpetowa, ale moje dziecko ani myśli. Jak tylko jej założę skarpety, natychmiast zdejmuje. Pozwalam jej na to. Natomiast kiedy widzę, że sama chce je założyć, pomagam jej. Nie ubieramy się w 10 warstw wychodząc na spacer. Staramy się nie przegrzewać. Choć przyznam szczerze, że gdzieś tam w mojej matczynej głębi serca zdarzy mi się ją ubrać za ciepło. No ale której się nie zdarzy? 🙂

Spacerujemy

Codziennie. Bezwzględnie. No chyba, że ja totalnie nie mam ochoty na spacer i nie mam potrzeby wychodzenia to robimy sobie dzień lenia. Sporadycznie. Ale też się nam należy. Wiecie pidżama cały dzień i te sprawy. Jeśli nie mamy dnia lenia to chodzimy bez względu na pogodę. Zimno, ciepło, słońce, deszcz. Wietrzymy się i dotleniamy. Przeziębieni, ale bez gorączki również wychodzimy.

Jaki wniosek? Jeden. Odkąd stosujemy te metody to i ja jestem zdrowsza i dziecko. To znaczy dziecko w sumie od początku nie było jakoś chore, poza standardowymi trzydniówkami, ospami i bostonkami. Jeśli zdarzy nam się katar to zazwyczaj szybko przechodzi. Jeśli był kaszel to również bez specjalnych powikłań. Przez 19 miesięcy nie brałyśmy antybiotyku, więc chyba pomaga 🙂

Dajcie znać w komentarzu jakie Wy macie sposoby na podniesienie odporności.