Macierzyństwo | Mama po godzinach

Prawdziwa kobieta musi to robić, więc chyba nie jestem kobietą…

23 listopada 2017

Utarte są pewne stereotypy, z którymi ja nie do końca się utożsamiam. I nie do końca się zgadzam. Mówią, że kobieta siedzi tylko przed telewizorem i ogląda seriale. Mówią, że kobieta spędza owocnie godziny w sklepach. A ja, no cóż, chyba w takim razie nie jestem kobietą…

Nie lubię oglądać telewizji.

Serio. Wręcz mnie drażni. Są może dwa seriale, które zdarza mi się oglądać i mnie nie irytują. Reszta nie dla mnie. Jakoś tak już zakorzeniłam w sobie ideę życia bez telewizji. Może to z czasów studenckich. Sama nie wiem. Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne. Nie mogę strawić telewizji w tle. Nie toleruję telewizji podczas innych czynności. I nie wiem czy to dobrze czy źle. Po prostu najzwyczajniej w świecie mam jej dość. Nie zastanawiam się czy tak być powinno czy nie.

Nie lubię robić zakupów.

Nie tyle robić zakupów, co chodzić po sklepach. No nie znoszę. Kiedy przychodzi pora na kupienie czegokolwiek, zazwyczaj nie kupuję nic. I standardowo jestem w tych samych ciuchach na chociażby corocznych, świątecznych imprezach. Kiedy nadchodzi czas na zakup czegoś nowego, staram się unikać skupisk ludzi. Kiedy sobie pomyślę, że tysiące osób przeciska się w poszukiwaniu nowej rzeczy, dostaję białej gorączki. A kiedy już przychodzi ten czas i coś muszę wybrać to nie mogę się zdecydować. To chyba tutaj tkwi problem. Nie umiem podjąć decyzji. Czy mam kupić białą bluzkę czy czerwoną. Biała bardziej elegancka, a czerwona ekstrawagancka. Biała zbyt grzeczna, a czerwona zbyt wyzywająca. A może jednak zielona. Nie w zielonej mi nie do twarzy. No to czarna. Nie, w czarnej za smutno. Niebieska pasuje do oczu, ale gryzie się z włosami. Brzoskwiniowa zbyt odważna, a fioletowa za szczupła. A, nie ma większych rozmiarów…. i moje zakupy zazwyczaj kończą się fiaskiem… totalną klęską. Dlaczego wszystkim wychodzi robienie zakupów, a mi nie? Może po prostu przyzwyczaiłam się do kupowania przez internet. No nie oszukujmy się, nie muszę wychodzić ze swojej strefy komfortu, a mogę się swobodnie obkupić bez tej całej otoczki.

Nie lubię malować paznokci.

Matko, no chciałabym, a nie mogę się przełamać. Zawsze mi się podoba jak kobieta ma zadbane paznokcie, ale mi szkoda na to czasu. I choć czasem robię sobie hybrydę na szybko (uczyłam się na macierzyńskim) to jednak jakoś tego nie lubię. Moje ogryzki są paskudne. Wiem, że powinnam coś z tym zrobić, bo aż żal. Ale nie mogę się przełamać. Nawet trudno mi o tym mówić, bo to takie niezbyt kobiece. No, ale tak już jest…

Chyba nie jestem kobietą,

można by było podsumować. No bo to są chyba czynności, które większość wykonuje z przyjemnością. A ja nie. Ale czy jestem przez to gorsza? Myślę, że nie. Wydaje mi się, że czasem nawet bywam fajna.

Lubię usiąść z rodziną

i pogadać. Najzwyczajniej w świecie się pośmiać albo porozmiawiać poważnie. Zależy od nastroju. Albo zjeść razem obiad.

Lubię poczytać coś fajnego.

Albo śmiesznego. Albo coś, co mnie interesuje. Albo pouczyć się czegoś nowego. Ot, tak, wieczorem na przykład.

Lubię upichcić coś nowego.

Albo i coś sprawdzonego. Jak już coś szykuję to z przyjemnością. Kiedy nie mam na to ochoty to zwyczajnie tego nie robię.

Może i to wszystko jest nieco dziwne. Może i nie jestem taka jak inni. Ale wiecie co, dobrze mi z tym. I póki co nic nie zmieniam 😉 

A Ty masz coś czego ewidentnie nie lubisz?