Dziecko | Emocje | Macierzyństwo

Ono jest już za duże na przytulanie… Czy aby na pewno?

23 września 2017

Wyobraź sobie kilkumiesięczne niemowlę, które jeszcze nie siedzi, nie mówi. Leży tylko, macha rączkami i z zadowoleniem wpatruje się w Ciebie. Zachwycasz się, prawda? To czemu, kiedy dziecko tylko jest większe, szalone i biega, patrzysz na nie z pogardą? Może drażni Cię jego zachowanie…

Ale..

W pierwszym przypadku dziecko, patrząc na Twoją pełną zachwytu twarz, staje się bogatsze o pozytywne doświadczenia. Niestety w drugim przypadku, jeśli taka sytuacja powtarza się regularnie, dziecko w dorosłym życiu zaczyna mieć problemy z samooceną. Dziecko, na które patrzysz z miłością, odczuwa, że może być urocze i rozkoszne. Natomiast jeśli u dziecka nie są stymulowane stale ośrodki poczucia pozytywnych emocji, nie umie ono sobie poradzić w dorosłym życiu z nimi. Łatwiej mu być obojętnym i bez wyrazu.

Przychodzi taki moment, że mówimy do dziecka, że jest już za duże na przytulanie. Wiedzieliście, że to poważny błąd? Ja też nie. Dziecko, kiedy raz czy drugi usłyszy coś takiego od rodzica, może samo się od niego zacząć odsuwać. Ze względu na brak hormonów aktywizowanych przez fizyczne okazywanie czułości, więź emocjonalna między dzieckiem, a rodzicem zaczyna słabnąć.

Wiecie, jak ważne są INTENSYWNE CHWILE między Tobą, a Twoim dzieckiem. To są chwile, kiedy Ty i Twoje dziecko, bez koncentrowania się na obiekcie trzecim (np. telewizji), spotykacie się, tulicie. To jest klucz do odczuwania miłości przez dziecko.

Wiecie, że badania pokazują, że społeczeństwa i rodziny, w których występuje dużo fizycznej czułości, mają mniej problemów ze złością i agresją.

Momenty intensywnych chwil, to czas, w którym dziecko czuje, że jego radość i ból są rozumiane. Takie chwile stają się dla dziecka cennymi wspomnieniami w dorosłości.

Dla dziecka bardzo ważne jest to, żeby poniekąd zakochać się w rodzicu. Miłość taka bowiem przenosi się na całe jego życie.

Ty uczysz dziecko emocji czy dziecko uczy Ciebie?

Czasem jest tak, że nie masz siły, ochoty i weny do działania. A dziecko, no cóż, dla niego to nie problem skakać szaleńczo od rana do wieczora, śmiać się do rozpuku, odnajdywać szczęście w każdym ziarnku piachu, a za największy skarb mieć kamień przyniesiony z popołudniowego spaceru. A więc znasz już odpowiedź, kto jest lepszym nauczycielem emocji? Oczywiście, że dziecko. My, dorośli, wciąż zabiegani i narzekający na brak czasu. A dzieciaki potrafią przeżywać każdą chwilę bardzo intensywnie. Jeśli nawet, w codziennym zgiełku zapomniałaś/eś jak to jest przeżywać emocje na maksa, pozwól swojemu dziecku kierować nauką. Pozwól mu być nauczycielem dla siebie. A może okazać się, że odkryjesz w sobie pokłady cudownych i pozytywnych przeżyć.

Ja mojemu dziecku pozwoliłam. A Ty? 🙂

Podziel się ze mną w komentarzu swoim doświadczeniem lub polub mój profil na Facebooku

 

Źródło: Mądrzy Rodzice, M. Sunderland